[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mężczyzna i roztrzaskał łeb czwartemu. Tak! Pięć
czerwonych ćwieków wbijemy w słup zemsty!
Wskazał na czarny, hebanowy słup stojący za podium.
Strona 93
Howard Robert E - Conan barbarzyńca.txt
Setki czerwonych punktów znaczyło jego wypolerowaną
kolumnę. Były to jasnoczerwone główki miedzianych ćwieków
wbitych w czarne drewno.
 Pięć czerwonych ćwieków jak pięciu martwych
Xotalancan!  cieszył się Techotl, a straszliwa radość
słuchaczy czyniła ich twarze nieludzkimi.
 Kim są ci ludzie?  spytał Olmec głosem, który
zabrzmiał jak daleki ryk byka. Nikt z mieszkańców Xuchotl
nie mówił głośno, tak jakby ich wchłonęła cisza pustych
sal i opuszczonych komnat.
 Jestem Conan, Cymmerianin  odpowiedział krótko
barbarzyńca.  Ta kobieta to Valeria z Krwawego Bractwa,
jest Aquilońskim korsarzem. Opuściliśmy armię na granicy
Darfaru, daleko na północy i próbujemy dostać się na
wybrzeże.
Kobieta na podium powiedziała głośno, gubiąc się w
pośpiechu:
 Nigdy nie dojdziecie do wybrzeża! Z Xuchotl nie ma
ucieczki! Tutaj dopełnicie swoich dni!
 Co to znaczy?  warknÄ…Å‚ Conan, chwytajÄ…c za miecz i
ustawiając się tak, by ogarniać wzrokiem podium i resztę
pomieszczenia.  Chcesz nam powiedzieć, że jesteśmy
więzniami?
 Nie to miała na myśli  wtrącił się Olmec. 
Jesteśmy waszymi przyjaciółmi i nie zatrzymamy was siłą.
Obawiam się jednak, że coś innego przeszkodzi Warn w
opuszczeniu Xuchotl.
Spojrzał na Valerię i opuścił wzrok.
 Ta kobieta to Tascela, księżniczka Tecuchltli 
powiedział.  Pozwólmy, by ugoszczono ich. Z pewnością są
głodni i zmęczeni długą drogą.
Wskazał na stół z kości słoniowej i po wymianie
spojrzeń awanturnicy usiedli przy nim. Podejrzliwy
Cymmerianin wodził po komnacie niespokojnymi oczyma i
trzymał miecz w pogotowiu. Z zasady nigdy nie odmawiał
zaproszenia do jedzenia i picia. Nieustannie spozierał na
Tascelę, lecz księżniczka wpatrywała się w jego
białoskóre towarzyszką.
Opatrzywszy zranione udo kawałkiem jedwabiu Techotl
usiadł za stołem, by usługiwać swoim przyjaciołom,
widocznie uważając to za zaszczyt i przywilej. Oglądał
potrawy i napitki podawane w złotych półmiskach i
dzbanach, próbując wszystkiego, zanim postawił przed
gośćmi. W czasie posiłku Olmec przyglądał się im ze
swojego fotela, patrzÄ…c w milczeniu spod czarnych brwi.
Tascela siedziała obok niego z brodą w dłoniach i
Å‚okciami wspartymi na kolanach. Jej ciemne, tajemnicze
oczy, które płonęły zagadkowym blaskiem, ani na chwilę
Strona 94
Howard Robert E - Conan barbarzyńca.txt
nie odrywały się od Valerii. Za plecami księżniczki
przystojna, lecz posępna, dziewczyna wolno poruszała
wachlarzem ze strusich piór.
Posiłek składał się z egzotycznych owoców nieznanych
wędrowcom, ale bardzo smacznych i ciężkiego czerwonego
wina o aromatycznym zapachu.
 Przybyliście z daleka  powiedział w końcu Olmec. 
Czytałem księgi naszych ojców. Aquilonia leży za ziemią
Stygijczyków i Shemitów, za Argos i za Zingarą, a
Cymmeria leży za Aquilonią.
 Oboje lubimy podróżować  odparł niedbale Conan.
 Zastanawia mnie, w jaki sposób przebyliście puszczę
 rzekł Olmec.  W minionych dniach tysiąc wojowników z
trudem zdołało przedrzeć się przez te niebezpieczne lasy.
 Spotkaliśmy jakiegoś potwora o nogach jak słupy i
wielkiego jak słoń  powiedział obojętnie Conan
wyciągając rękę z pucharem, który Techotl z przyjemnością
napełnił winem,  ale kiedy go zabiliśmy, nie mieliśmy
więcej żadnych kłopotów.
Dzban z winem wypadł z ręki Techotla i z hukiem
uderzył o posadzkę. Ciemna twarz wojownika zabarwiła się
na popielato. Olmec poderwał się na równe nogi i stał
zdziwiony, a pozostali krzyknęli ze zgrozą i podziwem.
Kilka osób osunęło się na kolana, jakby straciły nagle
władzę w nogach. Jedynie Tascela zdawała się nic nie
słyszeć.
Conan patrzył na nich z niedowierzaniem.
 O co chodzi? Co siÄ™ tak gapicie?
 Za& Zabiliście boga smoka?
 Boga? Jakiego boga! Zatłukłem smoka. A dlaczego nie?
Próbował nas zjeść, ale dostał niestrawności!
 Ale smoki sÄ… niepokonane!  wykrzyknÄ…Å‚ Olmec. 
Zabijają się wzajemnie, jednak żaden człowiek nie zabił
jeszcze smoka! Tysiąc wojowników, naszych przodków, nie
mogło ich pokonać! Miecze łamały się o ich łuski jak
patyki!
 Gdyby waszym przodkom przyszło do głowy zamoczyć
włócznie w trującym soku Jabłek Derkety  mówił Conan z
pełnymi ustami  i wbić je w oczy, pysk lub podobne
miejsce, to zobaczyliby, że smoki są równie śmiertelnie
jak woły. Padło leży na skraju lasu, zaraz przy
pierwszych drzewach. Idzcie zobaczyć, jeżeli mi nie
wierzycie.
Olmec pokiwał głową nie z niedowierzaniem, lecz z
podziwem.
 To z powodu smoków nasi przodkowie schronili się w
Xuchotl  rzekł.  Gdy dotarli na równinę, nie ważyli się
powtórnie wejść do lasu. Nim dotarli do miasta, smoki
Strona 95
Howard Robert E - Conan barbarzyńca.txt
dopadły i pożarły wielu z nich.
 To znaczy, że to nie wasi przodkowie wybudowali
Xuchotl?  spytała Valeria.
 Minęły już wieki, kiedy tu dotarli. Jak długo  tego
nie wiedzieli nawet jego zdegenerowani mieszkańcy.
 Przywędrowaliście znad jeziora Zuad?  zapytał
Conan.
 Tak. Przeszło pół wieku temu szczep Tlazitlan
zbuntował się przeciw Stygijczykom i pokonany uciekł na
południe. Tygodniami wędrowali przez trawiaste równiny,
pustynie i wzgórza. W końcu tysiąc wojowników, wraz z
dziećmi i kobietami, dotarło do wielkiego lasu. Tam
napadły na nich smoki i wielu rozszarpały na kawałki.
Uciekając przed nimi w obłędnym strachu, dotarli na
równinę i pośrodku dostrzegli miasto  Xuchotl.
Rozbili obóz w pobliżu miasta, nie odważywszy się
opuścić równiny, ponieważ z lasu docierały do nich
odrażające ryki walczących bestii. Smoki nieustannie
walczyły ze sobą, jednak nie wychodziły na równinę.
Mieszkańcy miasta zamknęli bramy i zasypali naszych ludzi
gradem strzał z murów. Tlazitlanie byli więzniami
równiny, ponieważ zapuszczanie się w puszczę, która
otaczała ich jak pierścień, byłoby szaleństwem. W nocy do
ich obozu przybył skrycie niewolnik z miasta, będąc
ziomkiem, który jako młody człowiek dotarł w te strony
wraz z grupą żołnierzy. Smoki pożarły wszystkich jego
towarzyszy, lecz on dostał się do miasta i został
niewolnikiem. Nazywał się Tolkmec.
Na dzwięk tego imienia płomień zapalił się w ciemnych
oczach słuchaczy, a kilku z nich zaklęło szpetnie i
splunęło.
 Obiecał otworzyć bramy naszym wojownikom. Prosił
tylko o to, by wszystkich jeńców oddać w jego ręce. O
świcie otworzył bramy. Wojownicy wtargnęli do środka i
posadzki Xuchotl spłynęły krwią. W mieście było tylko
kilkuset mieszkańców  ginące resztki potężnego niegdyś
ludu. Tolkmec twierdził, że przywędrowali tu przed
wiekami ze wschodu, ze Starej Kosoli, gdy przodkowie
dzisiejszych Kosalan nadciągnęli z południa i wygnali
pierwotnych mieszkańców. Wygnańcy ruszyli na zachód i w
końcu znalezli tę otoczoną lasem równinę, którą
zamieszkiwał szczep czarnych ludzi. Z nich zrobiono
niewolników i zapędzono do budowy miasta. Ze wschodnich
wzgórz sprowadzono marmur, nefryt i lazuryt, a także
złoto, srebro i miedz. Stada słoni dawały kość słoniową. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • blondiii.pev.pl